Postaw na zakłady bukmacherskie po najlepszym kursie – sprawdzaj wyniki na żywo
Przez pięć lat kibicowania Pompey, w których nie brakowało sukcesów, ale także spektakularnych upadków nie przeżyłem tego najważniejszego, czyli wizyty na Fratton Park podczas meczu The Blues. I pewnie do tej pory byłoby to tylko marzeniem, gdyby nie osoba Roberta (na naszej stronie znanego jako robson1973). To właśnie jemu w dość przypadkowej rozmowie na początku listopada 2011 roku napomknąłem, że chciałbym kiedyś trafić do Portsmouth. Wydawało mi się to na ten moment nie do osiągnięcia, lecz Robert zaproponował taką pomoc w wyjeździe, z której tylko głupi by nie skorzystał. Po kilku godzinach rozmów przez e-maila ustaliliśmy, że ja i mój kuzyn (na stronie DJ22) będziemy mogli być na meczu z Burnley 4 grudnia. Na początku nie mogłem w to uwierzyć, że Robert w zamian za nasze poświęcenie w pracy na stronie, załatwi wszystko z naszymi przejazdami w Anglii, opłaci bilet na mecz i ugości w swoim domu. Do nas należało tylko opłacenie lotu i zjawienie się w Anglii. Kilka dni później bilety lotnicze były już zakupione i rozpoczęło się odliczanie czasu do wyjazdu. Tydzień przed naszym planowanym wylotem 4 grudnia w Polsce pojawił się pierwszy dość mocny śnieg, a kilka dni później sparaliżował on również Anglię. Jednak ani nasza dwójka ani Robert nie spodziewaliśmy się, że zimowa aura może pokrzyżować nasze plany. Kilka dni przed wyjazdem bardziej obawiałem się, że prędzej nie dojdzie do lotu z Poznania na lotnisko Londyn Luton niż spotkanie zostanie odwołane. Niestety w czwartek 2 grudnia po powrocie ze szkoły, zobaczyłem na stronie NewsNow fatalną wiadomość: Pompey match off z oficjalnej strony Burnley. Podłamka była straszna i co gorsza nie odzyskaliśmy wpłaconych pieniędzy za lot.
Ciągle czekaliśmy na nową datę meczu, żeby udać się na to spotkanie, ale kiedy 11 stycznia ogłoszono, że mecz odbędzie się za dwa tygodnie to ani nam ani Robertowi zupełnie nie pasowało. Znów rozpoczęły się nasze szybkie rozmowy i zdecydowaliśmy, że jedziemy na mecz z Sheffield United 5 marca. Linia lotnicza Wizzair, którą znów mieliśmy lecieć zlikwidowała sobotnie loty, więc w Anglii mieliśmy być już w piątek 4 marca, ale dla Roberta nie był to żaden problem. Na szczęście mógł on wymienić bilety z Burnley na te z Sheffield. Czas do 4 marca zleciał strasznie szybko, a już o 4:30 rano byliśmy na poznańskim lotnisku Ławica. Samolot w stronę Wysp Brytyjskich ruszył jakoś o godzinie 6:20 i już za dwie godziny byliśmy na podlondyńskim lotnisku Luton. Lot minął bardzo spokojnie, a w Anglii przywitała nas dużo lepsza pogoda niż w mroźnej Polsce. Po wyjściu z lotniska od razu rozpoznałem czekającego na nas Roberta, którego wcześniej widziałem tylko na jednym zdjęciu. Za moment dołączył do nas jego syn Dawid i całą czwórką ruszyliśmy samochodem do Aldershot, gdzie oni mieszkają. Po drodze do wojskowego miasta pomiędzy Londynem a Portsmouth w oczy rzucały mi się szczególnie autostrady, które miały cztery albo nawet pięć pasów, co w Polsce jest nie do pomyślenia. Gdy dojechaliśmy na miejsce poprzez wiele bardzo krętych i wąskich uliczek w Aldershot, zostaliśmy fantastycznie przyjęci przez całą rodzinę Roberta. Piątek minął nam krótkim spacerze po mieście, wspólnych grach na PlayStation 3 i na koniec, gdy już byliśmy mocno „padnięci" obejrzeliśmy sobie mecz Borussii Dortmund z FC Koln przy okazji fajnie sobie rozmawiając o Pompey i nie tylko. Muszę się pochwalić, że wygrałem wewnętrzny turniej FIFA10 grając...Southamptonem :). Na noc z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę Robert załatwił nam bardzo przytulny pokój z drugiej strony budynku. Tam spotkałem się też z takim urządzeniem przy prysznicu, przy którym stałem 15 minut i nie wyszło mi zrobienie normalnej wody tylko miałem albo lodowatą albo wrzątek. Najważniejsze było jednak przed nami...
Sobota, czyli MatchDay rozpoczęła się dla nas pobudką o 8 rano i śniadaniem wraz z rodziną Roberta. Później udaliśmy się na stację kolejową w Aldershot, z której mieliśmy dostać się do Portsmouth z przesiadką w Guildford. Dla Polaków widok działania całej angielskiej kolei to spory szok, a za dowód niech wystarczy to, że każdy pociąg odjeżdżał co do minuty. Po drodze cała nasza czwórka, ubrana już oczywiście w koszulki Pompey mogła obserwować malownicze krajobrazy Anglii, a także kilka sporych pól golfowych oraz trawiaste boiska do piłki nożnej i rugby w każdej nawet najmniejszej wiosce. Swoją drogę pociągiem kończyliśmy na stacji Portsmouth Harbour, która kończy się praktycznie w morzu. Mimo iż po wyjściu z pociągu byliśmy dość daleko od Fratton Park to już co drugi czy co trzeci człowiek miał na sobie coś z herbem Pompey. Trochę pochodziliśmy w okolicach morza, obejrzeliśmy z każdej strony wysoką Spinnaker Tower, zobaczyliśmy jak strzelają z armaty i poczekaliśmy chwilkę na Cinka (na stronie cinek1982), który miał do nas dołączyć. Gdy już do nas dołączył to zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie. Wraz z pełnym humoru i luzu Cinkiem udaliśmy się w kierunku statku HMS Victory, którym Anglicy podbili nie jeden kraj. Dowiedziałem się również, że w bodajże Football Managerze 08 byłem gwiazdą w Hansie Rostock prowadzonej przez Cinka:) Zrobiliśmy sobie kilka wspólnych zdjęć przy wielkim statku i znów ruszyliśmy pociągiem tym razem na stację Fratton, bo mecz zbliżał się coraz bardziej. Mimo iż Fratton Park to jak na angielskie warunki stadion bardzo przestarzały, ale nawet z zewnątrz wyglądał bardzo ciekawie. Oczywiście, gdy byliśmy już w okolicach tego obiektu naszym obowiązkiem było udanie się do Fan Shopu. W nim Robert zakupił wszystkie nagrody, które sponsorował w typerze, Cinek również smycze, które były za miejsca od 4 do 6, ja; zegarek na ścianę, proporczyk, breloczek do kluczyków samochodowych, mini koszulkę do samochodu i szalik; DJ22, pomimo tego iż jest kibicem Chelsea również zakupił kilka gadżetów. Przed wejściem do sklepu klubowego kolonię Polaków na meczu powiększył kolega Cinka, o imieniu Paweł (?). Po wyjściu ze sklepu dołączył do nas jeszcze jeden kolega, ale żaden z naszej czwórki podróżującej z Aldershot nie miał pojęcia, że był to znany z naszej strony michal_barcik, tak więc zamieniliśmy ze sobą może z dwa zdania, a szkoda, bo gdy po meczu dowiedzieliśmy się kim on naprawdę był to Michał musiał już iść.
Następnie, kiedy mieliśmy już wszystko czego fan potrzebuje przeszliśmy się wokoło stadionu, aby zobaczyć historyczne wejście na Fratton Park, przed którym zrobiliśmy sobie kilka zdjęć. Potem Cinek zabrał nas do Victory Bar przy stadionie, który jest miejscem spotkań kibiców Portsmouth przed każdym meczem. Tłumy były tam naprawdę wielkie, była jednak pełna kultura, bo przy ludziach pijących sobie piwo siedziały matki z dziećmi tam nie było nawet mowy o pół ekscesie. Przy trunku mogliśmy sobie porozmawiać w naszym gronie i oglądać projektowany na kilku telebimach mecz Premier League - Birmingham City-West Bromwich Albion. Kiedy była godzina 14:30 czasu lokalnego to był czas, aby się zbierać i wchodzić na trybunę. Udało się to nie bez kłopotów, bo drukowane i zalaminowane wejściówki przez Roberta nie okazały się dobre dla czujników wpuszczających ludzi na stadion. Na szczęście bardzo miły starszy steward sam otworzył nam bramkę wejściową. Fratton Park od środka jest naprawdę jakimś takim klimatycznym miejscem, o którym krążą legendy. Sprawdziły się też moje spostrzeżenia z oglądanych w telewizji meczów Pompey, że na murawie stadionu jest kilka wybrzuszeń nie spotykanych na żadnym innym stadionie. Trochę pochodziliśmy zanim znaleźliśmy nasze miejsca na trybunach, ale w końcu się udało i już za kilka minut rozpoczynał się mecz. The Blues w wielkiej formie z pięcioma zwycięstwami z rzędu kontra przedostatnie w tabeli Sheffield United. Rachunek był jeden: to musi być pewne zwycięstwo chłopaków Steve'a Cotterilla. Atmosfera na trybunach była wspaniała, właśnie taka jak sobie wyobrażałem, mimo tego iż na meczu było tylko trochę ponad 15 tysięcy widzów. Wybuch radości po golu Hermanna Hreidarssona przysporzył mnie o ciarki, ale takich momentów „uniesień" było wiele, zwłaszcza, gdy zanosiło się na groźną akcję naszych ulubieńców. Do przerwy było 1:0, przewaga Portsmouth, ale goście pomimo chaosu w swojej grze również mieli swoje sytuacje. W przerwie ja, DJ22 i Dawid zeszliśmy w dół trybun, aby porobić trochę pamiątkowych zdjęć. Jeden z uprzejmych Anglików zechciał zrobić nam zdjęcie we trójkę i przy tym tak doprowadzał nas do uśmiechów, że pół naszej trybuny patrzyło się na nas :) Druga połowa to było wszystko co najgorsze w angielskim futbolu, czyli kopanina jak w niższych ligach i co gorsza The Blues opadli z sił i kilka razy goście byli bliscy wyrównania, ku uciesze małej grupy ich fanów, która najaktywniejsza była przed samym meczem. Z trybun oczywiście najbardziej było słychać dzwoneczki słynnego Johna Westwooda i to kibice zgromadzeni tam, gdzie on nadawali ton dopingowi Pompey. Ja i tak byłem słabo przygotowany wokalnie, ale PLAY UP POMPEY! POMPEY PLAY UP! kilka razy się zaśpiewało. Ostatnie minuty były walką o przetrwanie, ale na szczęście udało się wygrać po raz szósty z rzędu. Wychodząc z Fratton Park pomyślałem sobie patrząc na murawę, że na pewno jeszcze tu wrócę :)
Sporo ciekawego było jeszcze przed nami, bo poszliśmy na przy stadionowy parking, gdzie swoje fury postawiły wszystkie gwiazdy Pompey. Takich prawdziwych gwiazd to może już u nas nie ma, ale zrobić sobie zdjęcie lub wziąć autograf od jakiegokolwiek zawodnika Portsmouth to było kolejne marzenie. Ja osobiście najbardziej czekałem na Kanu, a Cinek z jego kolegą liczyli tylko na fotkę z Davidem Nugentem, bo wiadomo fotka z nim to renoma na Facebooku :). Wychodzili kolejno wszyscy zawodnicy Pompey i trzeba przyznać, że każdy z nich był bardzo miły i z chęcią zatrzymał się przy zgromadzonych kibicach. Robiliśmy zdjęcia, gromadziliśmy autografy i kiedy nadszedł najważniejszy moment, czyli wyjście Kanu, a my już przygotowani na niego zostaliśmy zaskoczeni. Tuż przed podejściem Kanu przed obiektyw i długopis wszedł nam Greg Halford, a Kanu był już dla nas później nie do osiągnięcia, chociaż trochę za nim pochodziliśmy. Żałuję też, że nie mam zdjęcia z Hermannem Hreidarssonem, którego od kilku lat bardzo cenię, jednak nie było sensu na niego czekać, bo udzielał wywiadu dla oficjalnej strony klubu. Z żalem trzeba było pożegnać się z Fratton Park i udać się na stację Fratton, celem powrotu do Aldershot. Tam na stacji pożegnaliśmy się już także z Cinkiem i Pawłem, których poznanie było kolejną fajną rzeczą, która nas w tym dniu spotkała.
Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wróciliśmy do Aldershot, gdzie wieczorem pojechaliśmy wraz z Robertem do TESCO, aby obkupić się słodyczami, których w Polsce nie sposób spotkać. Po powrocie do domu Roberta zostaliśmy jeszcze bogato obdarowani przez niego różnymi gadżetami związanymi z Pompey oraz słodyczami i czasem aż głupio nam było z tego powodu ile On i jego rodzina dla nas zrobili. Padając już z nóg obejrzeliśmy jeszcze na BBC - Match of The Day z wszystkimi skrótami z Premier League i Football League Show ze skrótami z Championship. Kładąc się spać o północy mieliśmy w myślach, że o 5 rano już trzeba wstać, więc trzeba było korzystać z każdej minuty snu. Wcześniej jednak trzeba było zapakować wszystko co w Anglii nabyliśmy bądź dostaliśmy w małe plecaki i to było zadanie dość karkołomne, ale jakoś się udało. Rano wraz z Robertem i Dawidem ruszyliśmy na London Luton, gdzie musieliśmy się pożegnać i wrócić do Polski.
Przed, w trakcie i już po wyjeździe wraz z DJ22 uznaliśmy Roberta mianem „Mistrza Świata", bo coś takiego dla osób, których się praktycznie nie zna mógł zrobić tylko taki ktoś. Marzenia się spełniły i dobrze zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie on to dalej byłyby to marzenia. Tak więc już na koniec tego reportażu chcielibyśmy jeszcze raz bardzo mocno podziękować Robertowi, Dawidowi i całej ich rodzinie za to co dla nas zrobili i jak ugościli. Z Anglii wracaliśmy z nadzieją, że jeszcze kiedyś się spotkamy i z Wami i z Cinkiem i w końcu tak świadomie z Michałem Barcikiem :) Myślę, że bardzo dużo tutaj napisałem i wątpię czy ktokolwiek te wypociny w pełni przeczytał, a to i tak było w wielkim skrócie. Dziękuję za uwagę! PLAY UP POMPEY!
| Zespół | M | P | Bramki | |
| West Ham United | 31 | 60 | 51-32 | |
| Southampton FC | 32 | 59 | 58-32 | |
| Birmingham City | 31 | 54 | 50-28 | |
| Reading FC | 31 | 54 | 39-27 | |
| Middlesbrough FC | 31 | 53 | 38-32 | |
| Cardiff City | 32 | 53 | 50-39 | |
| Blackpool FC | 32 | 52 | 53-42 | |
| Hull City | 30 | 50 | 31-25 | |
| Portsmouth FC | 31 | 25 | 33-34 |
| Zawodnik | Bramki | |
| Rickie Lambert | 16 | |
| Ross McCormack | 15 | |
| Darius Henderson | 13 | |
| Jay Rodriguez | 12 | |
| Michael Chopra | 12 | |
| David Nugent | 12 | |
| Billy Sharp | 11 | |
| Robert Snodgrass | 11 |

