Niesamowita końcówka i Dindane ratuje remis w 95 minucie!

W meczu o wszystko dla Pompey działo się tyle, że ciężko było za tym wszystkim nadążyć, ale za nami koniec z happy-endem dla naszego zespołu choć remis 1:1 z Sunderlandem może cieszyć tylko połowicznie patrząc na przebieg tego spotkania. Zaczęło się fatalnie dla podopiecznych Granta, bo już w 6 minucie antybohater tego meczu sędzia Kevin Friend podyktował rzut karny dla Czarnych Kotów za domniemany faul Rochy na Bencie i wyrzucił naszego defensora z boiska. Powtórki telewizyjne wykazały, że Portugalczyk nawet nie dotknął Benta, a ten potknął się o własne nogi. Goście karnego wykorzystali za sprawą samego Darrena Benta i wydawało się, że biorąc pod uwagę jeszcze ostatnie nieudane mecze The Blues - po prostu zejdzie z nich powietrze. Nic bardziej mylnego, bo gospodarze mimo gry o jednego mniej bez przerwy atakowali i szukali wyrównującego gola, lecz szwankowała skuteczność naszych napastników i sędzia, który nie podyktował przynajmniej dwóch ewidentnych rzutów karnych dla naszego zespołu. Wydawało się jednak, że gol wyrównujący to kwestia czasu, ale jak w 54 minucie za dwie żółte kartki z boiska wyleciał zawodnik gości Lee Cattermole to nagle nasi jakby przestali tworzyć akcje ofensywne i kopali bezsensownie piłkę do przodu. W pewnym momencie było już prawie 0:2, ale najpierw James, a potem słupek ratował Portsmouth. W 86 minucie, gdy wierzyliśmy już coraz mniej na boisku pojawił się David Meyler i za chwilę za atak łokciem w twarz Finnana otrzymał czerwoną kartkę. To był chyba moment zwrotny tego meczu, bo The Blues jeszcze raz uwierzyli i praktycznie nie schodzili z pola karnego Czarnych Kotów. Sędzia doliczył 6 minut, a upragnione wyrównanie przyszło w 95 minucie po znakomitym zamknięciu akcji przez Dindane, który sprytnym strzałem głową pokonał Gordona. Wcześniej byliśmy świadkami wręcz oblężenia bramki Sunderlandu i piłka w końcu musiała wpaść do siatki. Na więcej goli już po prostu nie było czasu i musieliśmy zadowolić się tym jednym punktem, ale dobry i on. Od meczu z Sunderlandem mieliśmy zacząć wygrywać, ale to nie nastąpiło, więc miejmy nadzieję, że kolejny mecz u siebie ze Stoke będzie tym przełomem. Najpierw jednak wielkie Derby Południowego Wybrzeża, które odbędą się już w sobotę.
Pierwsza połowa
Już w szóstej minucie Ricardo Rocha zakończył swój debiut przed własną publicznością. Ustawiony na lewej obronie zawodnik gonił wychodzącego sam na sam z Jamesem - Darrena Benta, który nagle w polu karnym się wywrócił, a sędzia podyktował rzut karny. Sytuacja wyglądała śmiesznie, bo arbiter Kevin Friend najpierw pokazał czerwoną kartkę rozwścieczonemu Hassanowi Yebdzie aż dopiero po chwili Rocha wyjaśnił mu, że to on był w pobliżu tej sytuacji, bo nie można powiedzieć, że faulował. Powtórki wykazały, że Bent sam się wywrócił, ale cała ta sytuacji pokazuje jak zagubiony był Friend. Do jedenastki podszedł sam 'poszkodowany' i mimo iż James był bliski obronienia tego strzału to jednak w 12 minucie na tablicy wyników widniał wynik 0:1. Zejście Rochy spowodowało, że Avram Grant musiał zmienić ustawienie na 4-3-2 i Yebda zajął miejsce na prawej obronie, a Finnan został przesunięty na lewą stronę.
W 22 minucie bliski wyrównania był Dindane po przytomnym zgraniu głową przez Piquionne'a, ale trafił wprost w Gordona. Sędzia Friend nadal był pod ostrzałem kibiców Pompey, gdyż co chwilę przyznawał wątpliwe rzuty wolne dla gości i ukarał kartkami Dindane oraz Finnana. The Blues nie mieli jednak zamiaru się poddawać i z minut na minutę coraz bardziej przeważali. Ładnym strzałem popisał się Jamie O'Hara, ale minimalnie chybił. W 40 minucie po ładnej indywidualnej akcji Dindane po lewej stronie do piłki dopadł Bouba Diop i huknął jak z armaty, lecz tylko w boczną siatkę. Już w doliczonym czasie gry ładną akcję rozgrywali nasi napastnicy, ale na koniec Piquionne za mocno zagrał do Aruny i Gordon spokojnie złapał piłkę. Chwilę później Marc Wilson przejął futbolówkę w środku pole i zagrał znakomite prostopadłe podanie do Dindane, który obrócił się z piłką i został powalony na ziemię przez Kilgallona, lecz gwizdek pana Frienda znów milczał. Tuż po gwizdku kończącym pierwszą połowę na boisko wbiegł Avram Grant i wygarnął sędziemu co o nim myśli przez co całą drugą część gry musiał spędzić na trybunach.
Druga połowa
Początek drugiej połowy to kolejna kontrowersja w polu karnym Sunderlandu, ale niestety znów bez karnego dla Portsmouth. W 55 minucie ilość zawodników na boisku w obydwu zespołach się wyrównała, bo drugą żółtą kartkę za faul na Basinasie otrzymał Lee Cattermole. Dziesięć minut później to Czarne Koty były bliższe zdobycia gola, gdy po zgraniu Jonesa przed Davidem Jamesem stanął Darren Bent, ale rutyniarz w naszej bramce wyczuł tego wybornego strzelca. W efekcie tej akcji mieliśmy rzut rożny, po którym w słupek strzelił Matthew Kilgallon co było sporym ostrzeżeniem dla gospodarzy. Po drugiej stronie boiska swoich sił uderzeniem zza pola karnego spróbował Hassan Yebda, ale zmierzył tylko wysokość trybun. Następnym, który uderzał na bramkę Gordona był O'Hara, jednak i on nie trafił w bramkę.W 75 minucie mogło już być po meczu, ale jakimś cudem Kenwyne Jones nie dopadł wślizgiem do piłki, którą zagrał Darren Bent wzdłuż bramki.Dowodzący telefonem komórkowym z trybun swoimi asystentami - Avram Grant dokonał dwóch ofensywnych zmian. Na plac gry weszli Kanu i Belhadj, a zastąpili Diopa i Yebdę.
W 80 minucie Marc Wilson strzelił swojego drugiego samobójczego gola w przeciągu 3 dni, ale mieliśmy ogromne szczęście, bo sędzia liniowy wypatrzył minimalnego spalonego Benta. Końcowe minuty to już oblężenie bramki Czarnych Kotów, ale wciąż brakowało skuteczności. W pole karne ładnie wrzucał Belhadj, lecz Piquionne nie potrafił głową skierować piłki do bramki. W 88 minucie doszło do kolejnej dramatycznej sytuacji w tym meczu, bo młody Meyler, który kilka chwil wcześniej wszedł na boisko w wyskoku uderzył w twarz Finnana i wyleciał z boiska. Od tamtego momentu grano 10 na 9, a piłka praktycznie nie opuszczała pola karnego Gordona. Sporą pracę w ataku wykonywał wszędobylski trzeci rezerwowy Webber, a sędzia doliczył 6 minut do drugiej połowy. W piątej z dodanych minut Jamie O'Hara posłał piłkę w pole karne, a tam na dalszym słupku znalazł się Aruna Dindane i strzelił głową po koźle obok Craiga Gordona, który za chwilę zrozpaczony wyjmował piłkę z siatki, a nasi szaleli z radości. Być może gdyby ten mecz potrwał jeszcze kilka minut to The Blues by wygrali, ale niestety Kevin Friend zaraz zakończył ten emocjonujący mecz. To spotkanie to dowód, że historia lubi się powtarzać, bo również w pierwszym meczu tych zespołów na Stadium of Light, Sunderland prowadził cały mecz, a w doliczonym czasie gry stracił gola na 1:1.
Portsmouth FC-Sunderland AFC 1:1 (0:1)
Strzelcy: 0-1 D.Bent z karnego 12', 1-1 A.Dindane 95'
Składy
Pompey: James (k) - Finnan (Webber 89), Ben Haim, Wilson, Rocha - Diop (Kanu 76), Basinas, O'Hara, Yebda (Belhadj 78) - Dindane, Piquionne.
Niewykorzystane zmiany: Ashdown, Hughes, Mullins, Owusu-Abeyie.
Żółte kartki: Finnan, Dindane, Ben Haim.
Czerwona kartka: Rocha 8' (za faul taktyczny).
Sunderland: Gordon - Hutton, Turner, Kilgallon, McCartney - Malbranque (Zenden 45), Cattermole, Cana (k), Reid (Meyler 85) - Jones, Bent (Bardsley 90).
Niewykorzystane zmiany: Carson, Da Silva, Liddle, Benjani.
Czerwone kartki: Cattermole 54' (za dwie żółte), Meyler 88' (za brutalny faul).
Sędzia: Kevin Friend
Widzów: 16,242



























12.02.2010 03:18