Niezła gra The Blues, ale minimalna porażka z silnym Club America!

Pierwsza połowa sparingu z meksykańskim potentatem Club America na Qualcomm Stadium w San Diego była ciężką lekcją futbolu dla naszego mixu rutyny z młodością w zespole, ale chłopcy Cotterilla szybko wyciągnęli z niej wnioski i po przerwie to oni lepiej prezentowali się od rywali zza oceanu i kilka razy przyparli ich do muru. W 51 minucie do siatki znanego Guillermo Ochoy trafił Tom Kilbey, ale niestety był to jedyny gol naszej drużyny i nie udało się wyrównać po golach Enrique Esquedy w 15 i Israela Martineza w 17 minucie. Przy stracie tych dwóch bramek widać było jeszcze brak zgrania i niepewność w linii defensywnej, ale nic dziwnego, bo w takim zestawieniu widzieliśmy ją po raz pierwszy. Co ważne kilka razy było też widać prawdziwego ducha w zespole, kiedy w drugiej połowie raz po raz dochodziło do mocnych spięć pomiędzy zawodnikami obu zespołów. W tej fazie przygotowań wynik nie jest najważniejszy, a przy naszym stanie kadrowym nawet porażka 1:2 z tak silnym rywalem powinna cieszyć, a przede wszystkim liczy się to jak Cotterill przygotowuje ten zespół pod względem taktycznym i fizycznym do sezonu i trzeba przyznać, że jak na razie wygląda to obiecująco. Teraz przed Pompey kolejne dni wyczerpujących treningów i za tydzień prawie o tej samej porze mecz w Kanadzie z Edmonton FC.
Na Qualcomm Stadium pojawiło się około 10 tysięcy fanów Club America i garstka kibiców z Anglii. W trakcie meczu mogliśmy poczuć się jak na niedawno zakończonym Mundialu w RPA, gdyż Meksykanie byli uzbrojeni w wuwuzele i chętnie z nich korzystali. Zmęczeni po 42-godzinnej podróży za ocena zawodnicy Pompey rozpoczęli mecz od niecelnego strzału Nadira Ciftci z 27 metrów. Od tamtej pory podopieczni Manuela Lapuente zaczęli grać z dużym rozmachem i potrzebowali tylko 15 minut, aby wyjść na prowadzenie. Martinez posłał znakomitą piłkę za linię obrony, do której doszedł Enrique Esqueda i minął Liama O'Brian, a następnie wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Dwie minuty później było już 2:0 dla Club America po koronkowej akcji i zagraniu piętą na dobrej pozycji znalazł się Israel Martinez i silnym uderzeniem po długim rogu pokonał reprezentanta Anglii do lat 19. Słabo prezentowała się linia obrony złożona z Mullinsa, Ritchie i środkowych defensorów Wilsona i testowanego Stephena Jordana, ale zdołała się ustabilizować i w kolejnych minutach wyglądało to już o niebo lepiej. Sześć minut po przerwie garstka fanów Portsmouth miała swój moment radości, kiedy po rzucie wolnym do odbitej przez Guillermo Ochoy dopadł Tom Kilbey i dopełnił tylko formalności. Przez chwilę nie było wiadomo czy gol zostanie uznany, bo młody pomocnik znajdował się na pozycji spalonej, ale sędzia główny dokładnie widział, że piłka trafiła do niego po odbiciu od gracza z meksykańskiej drużyny.
Piłkarze Club America byli jednak zdegustowani tym faktem, bo byli pewni, że był spalony i sukcesywnie podgrzewali atmosferę w kolejnych minutach meczu. Najpierw Mosquera przejechał butami po plecach Nugentowi po czym nasz napastnik skoczył do niego i o mało nie doszło do rękoczynów. Obaj dostali po żółtej kartce. Z naszej drużyny najbardziej agresywny oczywiście był Michael Brown, ale o dziwo rzadko przekraczał przepisy, a po jednym starciu z Martinezem został przez niego uderzony w twarz, lecz sędziowie tego nie widzieli. Tymczasem broniący po przerwie bramki The Blues - Jon Stewart znakomicie spisywał się przy strzałach Daniela Montenegro i Adolfo Rosinei. W drugiej połowie Latynosi nie znaleźli na niego sposobu i mecz zakończył się wynikiem 2:1.
Club America-Portsmouth FC 2:1 (2:0)
Strzelcy: 1-0 E.Esqueda 15', 2-0 I.Martinez 17', 2-1 T.Kilbey 51'
Składy
America: Navarrete (Ochoa 46), Corral, Mosquera, Valenzuela, Rojas, Sanchez (Pavel 46), Rosinei (Layun 90), Martinez, Esqueda (Lopez 49), Montenegro, Vuoso.
Pompey: O'Brien (Stewart 46) - Mullins, Jordan, Wilson, Ritchie - Kilbey (Martin 89), Brown, Hughes (Pack 77) - Smith, Nugent (Gregory 81), Ciftci.


























