Piłkarze Pompey na Mundialu w RPA - podsumowanie

Choć do zakończenia Mundialu w RPA jeszcze niecały tydzień i nie znamy wszystkich najważniejszych rozstrzygnięć to już dziś z czystym sercem możemy podsumować ten turniej pod względem osiągnięć zawodników Pompey, których już niestety na MŚ nie ma. Zawodników z obecnej kadry The Blues było sześciu i nie zaszokujemy oczywiście nikogo uznając, że najlepiej z nich wypadł Kevin Prince Boateng (na zdjęciu po strzelonym golu z USA), który wraz z Ghaną był o krok od awansu do półfinału, grał znakomicie no i co ważne strzelił jedyną bramkę spośród reprezentujących nasz klub. Oto szczegółowe opisy i oceny naszych piłkarzy w kolejności od tego, który wypadł najlepiej do tego, który był naszym zdaniem najsłabszy. Zapraszamy do lektury!

1. Kevin Prince Boateng (Ghana) - 5 meczów/1 gol - ćwierćfinał - Statystyki - Ocena: 4+
Na grę dla reprezentacji Ghany zdecydował się jakiś rok przed Mistrzostwami Świata, a debiutu w narodowej kadrze doczekał się dopiero na tydzień przed tą imprezą. Dla Ghanijskich fanów pogrążonych w rozpaczy z powodu kontuzji największej gwiazdy Mickaela Essiena był on człowiekiem zagadką, ale nie dla selekcjonera Milovana Rajevaca, który przez postawę na treningach wiedział, że wychowany w Niemczech zawodnik może być jego tajną bronią na Mundialu. Oczywiście musimy też wspomnieć, że Kevin to niezwykle trudny charakter, zakupoholik i wielki wróg całego narodu niemieckiego przez jego brutalny faul, który wyeliminował Michaela Ballacka z MŚ (teraz chyba jednak Niemcy powinni mu dziękować, gdyż reprezentacja bez Ballacka gra dużo ładniej i lepiej niż z nim). Na szczęście na samym turnieju zobaczyliśmy tylko pozytywne cechy Prince'a, który swoją postawą wyrósł na jedno z odkryć Mistrzostw Świata i ze względu na wszystkie okoliczności zyskał sobie wielu fanów. Już od pierwszego grupowego meczu z Serbią emanował pewnością siebie, walecznością i świetną techniką. Grał w środku pola, czyli tam gdzie najprawdopodobniej grałby Essien i kolejnymi meczami pomocnik Pompey udowadniał, że jest w stanie godnie zastąpić gracza Chelsea. W grupie Czarne Gwiazdy wygrały z Serbią 1:0, zremisowały z Australią 1:1 i uległy Niemcom 0:1, ale z drugiego miejsca wyszły z grupy i w 1/8 finału czekała na nie już ekipa Stanów Zjednoczonych. Zdecydowanego faworyta nie było, a już początek tego starcia przyniósł nam wiele radości, bo na indywidualną akcję zdecydował się Boateng i strzałem lewą nogą pokonał Tima Howarda. Zespół Rajevaca wygrał 2:1 po dogrywce i w ćwierćfinale spotkał się z Urugwajem. Do ostatnich chwil nie wiadome było czy Prince będzie mógł zagrać przez kontuzję mięśnia, której doznał w meczu z USA, ale na szczęście wrócił do zdrowia i w meczu z Urusami wyszedł w pierwszym składzie. Znów pokazał wszystko to co wcześniej i w wielu sytuacjach widać było nawet jak dojrzał i jaki ma wpływ na zespół. Niestety w dramatycznych okolicznościach afrykanie przegrali ten mecz po rzutach karnych i pożegnali się z turniejem. Znakomite występy Boatenga wywołały spore zainteresowanie nim na rynku transferowym, bo wiadomo, że z Portsmouth odejdzie. Przed Mundialem władze klubu liczyły na 3-4 miliony funtów za swojego asa, ale jesteśmy pewni, że cena za niego podskoczyła przynajmniej dwukrotnie. W kolejce już stoją włoskie Lazio i Genoa, a także wiele innych europejskich klubów. Nie mamy wątpliwości, że za grę na Mundialu w szkolnej skali należy mu się wysoka ocena 4+.

2. Nadir Belhadj (Algieria) - 3 mecze/0 goli - faza grupowa - Statystyki - Ocena: 3+
Przed Mundialem na reprezentację Algierii nikt nie liczył i faktycznie zespół Rabaha Saadane'a nikogo nie zachwycił, ale kilku zawodników na pewno się wypromowało. Jednym z nich na pewno był Nadir Belhadj, który w każdym meczu bardzo dobrze prezentował się grając na lewej obronie. Właściwie na oczach całego świata pokazał to co zawsze robił w Pompey, czyli szybko biegał wzdłuż linii i od czasu do czasu prezentował jakąś ładną sztuczkę techniczną. Czasem przez małą aktywność swoich kolegów brał się też za rozgrywanie akcji i szło mu całkiem nieźle, ale zdecydowanie brakowało wokół niego kilku innych graczy o podobnej do niego klasie. W meczu drugiej kolejki z Anglią padł niespodziewany remis 0:0 i można powiedzieć z pełną uczciwością, że zupełnie wykluczył z gry i Glena Johsona i Aarona Lennona. Niestety minimalne porażki ze Słowenią i USA spowodowały, że Algieria zajęła ostatnie miejsce w swojej grupie nie zdobywając nawet gola. Podobnie jak w przypadku Boatenga także i wartość Nadira wzrosła po tej imprezie, a to przecież bardzo ważne, bo wiadomo, że w poszukiwaniu funduszy dla naszego klubu on będzie musiał odejść.

3. David James (Anglia) - 3 mecze/4 puszczone gole - 1/8 finału - Statystyki - Ocena: 3
Mistrzostwa Świata dla 39-latka zaczęły się sporym zawodem, gdyż przed pierwszym meczem z USA okazało się, że to nie on jest numerem jeden w bramce tylko Robert Green. Golkiper West Hamu jednak popełnił katastrofalny błąd przy strzale Clinta Dempseya i mecz zakończył się rozczarowującym remisem 1:1. Fabio Capello szybko się zreflektował i już w kolejnym meczu z Algierią zagrał James. Bramkarz Pompey zagrał dobre zawody, ale tym razem zawiedli jego koledzy i padł remis 0:0. Anglicy znaleźli się pod ścianą, ale spod niej wyszli, bo w ostatnim grupowym meczu ograli Słowenię 1:0 i awansowali do 1/8 finału z drugiego miejsca. W tym spotkaniu Jamo miał o wiele więcej pracy niż w meczu z Algierią, ale wychodził z opresji obronną ręką albo ratowali go koledzy. Niestety mecz 1/8 z Niemcami był jedną wielką tragedią dla całego zespołu, ale także i dla Jamesa. Synowie Albionu przegrali 1:4 i przy trzech golach dla rywali mógł zachować się lepiej. Trudno jednoznacznie ocenić ten Mundial w wykonaniu naszego golkipera, bo na pewno powinno być lepiej, bo Anglia typowana była nawet do wygrania MŚ, ale całkowicie zawiodła. Wielka szkoda, bo to ostatni taki turniej dla tego weterana w bramce.

4. Aaron Mokoena (RPA) - 3 mecze/0 goli - faza grupowa - Statystyki - Ocena: 2
Gospodarze Mistrzostw Świata jak i fani Pompey dużo więcej spodziewali się po wieloletnim kapitanie Bafana Bafana. Po dwóch pierwszych meczach, w których RPA zdobyło tylko jeden punkt znaleźli się nawet tacy, którzy głośno mówili o tym, żeby zabrać Mokoenie opaskę kapitańską, bo tak słaby zawodnik nie powinien dowodzić zespołem. Troszkę przesadzili, ale na pewno nie można tych słów włożyć między bajki. W meczu otwarcia z Meksykiem zaczął dobrze, bo już w jednej z pierwszych minut w swoim stylu zablokował strzał Dos Santosa, który miał już przed sobą pustą bramkę. Niestety przy prowadzeniu 1:0 najbardziej doświadczony zawodnik w drużynie popełnił juniorski błąd i zwyczajnie zaspał torując drogę do bramki Rafaela Marqueza. W drugim meczu z Urugwajem, który Bafana Bafana przegrali aż 0:3 znów Mokoena znajdował się w ogniu sytuacji, z których padały gole, choć oczywiście winy za niepowodzenie nie można zwalać tylko na Aarona. W ostatnim spotkaniu grupowym, przed którym gospodarze turnieju mieli jeszcze matematyczne szanse na awans zmierzyli się z będącą w różnorakich kryzysach Francją. Zarówno Mokoena jak i cała drużyna uratowała tym meczem swoją twarz i wygrała 2:1 stając się bohaterami narodowymi ogrywając jeszcze aktualnych vicemistrzów świata. Na pewno nie była to wymarzona dla zawodnika Pompey impreza i być może stracona szansa, bo to najprawdopodobniej już ostatni taki turniej dla niego.

5. Nwankwo Kanu (Nigeria) - 1 mecz/0 goli - faza grupowa - Statystyki - Ocena: 2-
6. John Utaka (Nigeria) - 0 meczów/0 goli - Ocena: brak
Nasz nigeryjski duet napastników nie jest łatwy do ocenienia, bo łącznie zagrał tylko 57 minut, a właściwie ta liczba należy tylko do Kanu, gdyż Utaka na boisku nie zaprezentował się ani razu. Nie jest to jednak wielka sensacja, ponieważ przed Mundialem już wiedzieliśmy, że będą pełnili rolę rezerwowych. Po porażkach 0:1 z Argentyną i 1:2 z Grecją selekcjoner Lars Lagerback na mecz z Koreą Południową wystawił Nwankwo Kanu. Od początku meczu widać było braki fizyczne u 34-latki, ale nadrabiał to wyszkoleniem technicznym i widać było, że jego obecność na boisku pomaga kolegom z zespołu. Na boisku weteran wytrwał do 57 minuty i nie był na placu gry, kiedy jego partnerzy przy stanie 2:2 walczyli o jeszcze jednego gola, aby zapewnić sobie awans do 1/8 finału, ale niestety im się to nie udało i ze spuszczonymi głowami musieli wracać do kraju. Co do Utaki to najbardziej jego brakiem rozczarowany był administrator Portsmouth - Andrew Andronikou, który liczył, że Nigeryjczyk grą na MŚ podbije swoją wartość, bo jak wiadomo jest jednym z pierwszych na liście do odejścia.
Wypożyczeni w poprzednim sezonie do Pompey - Hassan Yebda (Algieria) i Aruna Dindane (Wybrzeże Kości Słoniowej) zakończyli swoją grę na fazie grupowej i nic ciekawego nie zaprezentowali.


























